Stay-at-home mom, working mom

Image

Wiedza jest wszystkim. W domu mama zaszczepiła we mnie pewną wrażliwość co do świata, pragnienie bycia częścią czegoś większego i pięknego. Mimo, że nie otrzymała zdobyła wyższego wykształcenia to dzięki niej potrafię dziś docenić to o czym być może ona sama nigdy nie słyszała. Kowalem charakteru pozostał jednak mój tato. Z lekka lewicujący w poglądach całe dzieciństwa wbijał mi do głowy, że jedynym i podstawowym moim obowiązkiem jest zdobywanie wiedzy. Myślę, że gdzieś w świadomości miał obraz kobiet, z którymi pracował na co dzień i za wszelką cenę chciał stworzyć ze mnie kogoś kto w życiu będzie sobie radził lepiej niż one, może nawet lepiej niż niejeden mężczyzna.

Kobieta musi być silna i niezależna.

Człowiekowi można odebrać bardzo wiele, ale wiedzy nigdy nikt mu nie zabierze.

Na szacunek pracuje się bardzo długo, stracić go można w ciągu minuty.

Strach nie sprawi, że ludzie będą Cię szanować.

Chociaż nigdy wprost nie usłyszałam, żadnego z tych zdań, zawsze gdzieś w kącie głowy tłukły mi się te myśli, które kształtowały mój światopogląd i przesądzały właściwie o wszystkich decyzjach, które miałam potem podjąć. Kierunki, które potem wybierałam na studiach wynikały nawet nie z samej chęci zdobywania wiedzy, ale by udowodnić mu, że stać mnie na wiele więcej niż byłby w stanie oczekiwać. Nigdy jednak nie rozmawiałam z nim na ten temat i chyba dobrze, bo dzięki temu w pewnym sensie to co zaszczepiła we mnie mama przesiąknięte zostało przez to czego nauczyłam się od taty. Mix ten dla wielu pewnie wydałby się niesamowicie zaskakujący – paradoksalnie stałam się wielką anty-feministką.

Mając tak bogate zaplecze w postaci świetnego wykształcenia dochodzę mianowicie do wniosku, że nie miałabym absolutnie żadnego problemu z byciem tkz. stay- at-home mom. Potrafię wyobrazić sobie, że to mężczyzna pracuje na dom, rodzinę, że wydaję jego pieniądze bez większych wyrzutów sumienia, a ja w tym samym czasie gotuję, piorę i zajmuję się dziećmi. Wykształcenie bowiem w mojej ocenie oprócz niesamowitej satysfakcji daje jeszcze jedno, możliwość wyboru – nie tylko stylu życia, ale też partnera, który będzie realnym wsparciem. O ile niewykształcona kobieta pozostanie przy mężu, bez względu na to jaki on by nie był, będzie wychowała dzieci i nigdy nie podniesie głosu nawet jeśli jest nieszczęśliwa i samotna w związku, o tyle kobieta wykształcona powie „stop”, „nie zgadzam się”. I w każdym momencie może wrócić do pracy i prawdopodobnie będzie w tym fantastyczna. Brak przywiązania w postaci materialnej zależności daje w mojej ocenie niesamowitą władzę. To moje dwubiegunowe wychowanie nauczyło mnie, że byłabym w stanie na pewien czas odłożyć własne ambicje, poświęcić się rodzinie (co czuję zrobiłabym z niesamowita przyjemnością) i wycisnąć z tych kilku bezcennych lat kiedy dzieci pozostają bardzo małe jak najwięcej radości, wiedząc jednocześnie, że w każdej chwili mam plan zapasowy. I mogę być pewna, że w każdej sytuacji sobie poradzę.

 

Asia

Romans ściany i kufla.

Image

Podczas celebrowania obrony naszej kochanej K., na trasie bar-stolik, Asia zwróciła uwagę na pewną prawidłowość. A mianowicie, jak to jest, że widok zagranicznej piękności z Polakiem zaskakuje i dziwi? O ile nie zwracamy już uwagi na pary Polka- Turek/Francuz/Włoch/Chińczyk (chociaż- nie, w przypadku ostatniego właściwie nie  posunęłabym się tak daleko… ;-), o tyle palącą ciekawość wzbudza w nas obserwowanie Polaka w towarzystwie jakiejś ciemnookiej/włosej/skórej piękności. Pierwszą myślą, i Asiną i moją, było od razu: ‘co takiego zrobił, że postanowiła się z nim umówić?’. Żeby była jasność i to od początku. To nie jest tak, że uważamy polskich mężczyzn za Nieporozumienie. Bardziej określiłabym ich jako Niezrozumienie TEMATU. Rzecz się ma w tej kwestii tak, że polscy mężczyźni wykazują w niektórych estetyczno-zewnętrznych sferach pewne tendencje… I o tendencjach głównie będzie mowa. No… przynajmniej w pierwszej części, bo aż mnie jęzor swędzi, żeby kilka innych zależności polskich elegantów poruszyć. Tym razem praktyka podrywu, bo sztuką tego nie nazwę niestety.

Nie trzeba daleko szukać przykładów, nie od dzisiaj polskie studentki wiedzą, że jeśli flirtować, to najlepiej z przystojnym, ciemnowłosym Hiszpanem. Popatrzy to to na nas tymi swoimi chmurnymi oczami, a my już widzimy siebie na hiszpańskiej hacjendzie, z gromadką śliczniutkich dzieci. Jest miło, sympatycznie i wcale nie wulgarnie. To, że nie mówię tutaj nic o umawianiu się, nie jest z mojej strony niedopatrzeniem. To tak, jakby chcieć zespolić ze sobą „hang out” i „hook up”. Pewne rzeczy w naturze nie występują i tak też jest w przypadku marzeń rzeczonego dziewczęcia o umawianiu się z Alfredo, Alejandro czy innym Bonanzo. Ale o tym innym razem. Wiadomo, że nikt nie jest tak sprawny i lotny w bezpośrednim flircie, jak właśnie szelmowski Południowiec. Czy dziwota? Jeśli o mnie chodzi, zupełnie się nie dziwię. Skoro stoimy przed wyborem samotnego bujania się w kółeczku w jakimś klubie, będąc przy okazji obserwowaną przez chmarę podpierających ścianę polskich ciap (zdrowo już podpitych i z cielęcym spojrzeniem) – albo przyjemnego flirtu, z DRINKIEM w dłoni zaproponowanego przez naszego Alexandro (o tym też można napisać epopeję) – co wybieramy? Silić się na wyszukaną odpowiedź nie ma sensu, bo i po co. Jest ona tak oczywista, jak to, że rzeczonego drinka Polak na pewno Ci nie zaproponuje J Wiem, że brzmi to trochę tak, jakby moim celem idąc na imprezę, była darmocha przy barze. Wybaczcie, ale drinka to ja sobie kupię sama, bez obawy, że muszę być przywiązana do gościa z ‘rasowo’ postawionym kołnierzykiem, który wydatek rzędu 12 zł rozpatruje w kontekście polisy ubezpieczeniowej. Myślę, że bez problemu rozumiecie aluzję.

Nie! Nie! Nie! I już.

I niech się dalej te polskie ciaparygi cieszą, że miejscówka przy ścianie to ‘taka z potencjałem’(potencjałem czego, ja się pytam?!), portfel prawie nietknięty, a piwko tanie – a nasz boski Alejandro niech z radości zaciera ręce i posyła swój szelmowski uśmiech ślicznej blondynce przy barze.

                            Iza

Łamiąc własne zasady…

Image

Osoby, które kręcą się  w pobliżu mnie wiedzą, że od dłuższego czasu (mniej więcej od zeszłego miesiąca), moim mottem życiowym stało się „don’t get too excited about guys”.

Musze zrobić rachunek sumienia.  Przez 90% mojego czasu pozostaję twarda jak skała. Iza i Magda o tym wiedzą – moja frustracja męskim  gatunkiem została przeanalizowana na wszelkie sposoby. Wysiłki zmierzające do pozostania niewzruszoną na męskie zagrania i moje opanowanie chwieją się jednak w posadach.  Zwłaszcza w trakcie tych 10% mojego czasu kiedy pozostaję w niebezpiecznej bliskości dobrze rokującego na przyszłość faceta < nie użyję tu jednak słowa „potencjalnie”, bo potencjał niesie ze sobą głębsza obietnicę, a jak wiemy, w przypadku mężczyzn spodziewać się niczego dobrego nie można>.

Przykład nr 1. – ostatni poniedziałek,

Jadę autobusem do Krakowa i oddaje się ulubionej czynności, czyli jak wszyscy świetnie wiedzą, pooglądaniu facetów przez szybkę. Pozycję mam fantastyczną, bo z wysokości, a każdy przecież wie, że świat z góry jakiś bardziej atrakcyjniejszy. I Panowie też jacyś atrakcyjniejsi, a zwłaszcza jeden na czeskich rejestracjach. Stojąc na autostradzie w korku (!), przed bramkami, dostrzegłam owego Pana, a właściwie – jego fantastyczne dłonie i zegarek. Nie wiem dlaczego, ale te dłonie i zegarek i utwierdziły mnie tylko w przekonaniu, że Pan cały musi być fantastyczny. Jak na złość, za cholerę nie mogłam jednak oblookać Pana w całości. Wyginać się za bardzo też nie chciałam, bo jeśli łamać własne zasady, to chociaż tak żeby nikt się nie zorientował. Po kilkunastu minutach podjeżdżania w końcu udało mi się obejrzeć obiekt w całości i wszelkie moje oczekiwania zostały zaspokojone. Pan był zajebisty. Zgadnijcie co się stało potem…

Przejechaliśmy bramki i tyle Pana widziałam.

Przykład nr 2 – ostatni poniedziałek,

Wracam autobusem z Krakowa i  oddaje się drugiej ulubionej czynności, czyli rozglądam się na boki. Uśmiecham się do Pana wchodzącego za mną do autobusu i on uśmiecha się do mnie. Pan jest Holendrem. Zgadnijcie co się stało potem…

Pan minął moje siedzenie i usiadł koło kolegi z Tunezji.

What a disappointment…

Przykład nr 3 – ostatni wtorek,

Kończąc oblewanie obrony Karolci, wychodzimy z baru, przy stoliku siedzi ośmiu Panów. Pan w Czapce (naprawdę, to nie było przywidzenie), wymienił ze mną TO spojrzenie.

Ja: Idę o zakład, że gdybyśmy wróciły odezwaliby się do nas.

Magda albo Karolcia: Nie możemy teraz wrócić, to by było ewidentne.

Ja: serio, rękę sobie daję uciąć, że by zagadali.

Magda: Nie stawiałabym ręki jeśli chodzi o facetów.

/mądra Magda/.

3 minuty później ja i Iza biegniemy się poprawić i wracamy same do baru, siadamy przy stoliku obok Panów i zamawiamy piwo.

Zgadnijcie co się stało potem…

Straciłam rękę.

No kurde takie to życie.

                      Asia

Oczekiwania zabijają prawdziwy romans

Image

Źródło: Facebook, Kobiety bez serca

Oczekiwania mężczyzn i kobiet w stosunku do płci przeciwnej chyba jeszcze nigdy nie były tak wysokie jak dziś. Żyjąc w czasach, w których bardziej liczy się to jak wyglądamy niż to co faktycznie mamy do powiedzenia, dochodzę do wniosku, że spór w gruncie rzeczy nie dotyczy tego jak łatwo ludzie potrafią ze sobą iść do łóżka, ale wiary co do tego, jak związek między dwojgiem ludzi powinien wyglądać w ogóle. On wierzy, że kobieta powinna być świetną żoną, matką i kochanką w jednym, a najlepiej w 13 cm szpilkach. Ona uważa, że Książę Przystojny, Czarujący i Ambitny w mercedesie klasy S będzie bić pokłony przed jej równo pomalowanymi paznokciami.

Zaraza oczekiwań dotknęła i mnie. O ile mogę Wam opowiadać o kobietach godzinami, nie powiem wam jednak czym mężczyźni są. Wiem tylko czym nie są, a być powinni. Wczoraj powiedziałam Izie, że nie obniżę standardów tylko dlatego, że mi kogoś szkoda. True. Muszę być tu jednak szczera sama ze sobą. Patrząc na siebie widzę kulturę, która jeszcze 30 lat temu stawiała na ciężko pracę, samozaparcie i wysiłek, żeby z wolna ustąpić pola oczekiwaniom. Trud włożony przez naszych rodziców gdzieś się w tym wszystkim rozmył, a my rozpieszczeni przez to co dostaliśmy w spadku po nich, postanowiliśmy iść po najmniejszej linii oporu. Ludzie mają w zwyczaju wyciągać rękę nie dając nic w zamian, bez poświęceń i kompromisów, oczekując ideału.

Paradoksalnie dziś pociąga mnie bardziej skomplikowany samiec alfa mimo, że w dłuższej perspektywie widzę siebie w domu z ogrodem i dwójką dzieci. Tych dwóch nigdy nie będę w stanie połączyć i myślę, że powinnam zapamiętać to nie tylko ja ale i wszystkie dwudziestokilkulatki podzielające moje fascynacje. Oczekiwania to najkrótsza droga do rozczarowań.

Problem z oczekiwaniami polega na tym, że prowadzi wprost do tego, że zaczynamy wierzyć, że coś się nam należy. To z kolei jest krótką prostą do braku wysiłku. Wysiłek. Powodzenia w szukaniu kogoś poniżej 30 roku życia, kto zrozumie koncept ciężkiej pracy nad związkiem. Zapytaj szczęśliwe małżeństwo z 30 letnim stażem co jest kluczem do ich sukcesu. Odpowiedzą Ci, że wszystko obraca się wokół wysiłku.

Zmartwię Was, zmartwię siebie. Faceci, związek to coś więcej niż dobry samochód i fantastyczny zegarek. Dziewczyny, nie wystarczą wybielone zęby i dieta bezglutenowa.

Wygląda na to, że współczesne związki zmieniły się w ciąg rozczarowań prowadzących do tego, że wiążemy się na końcu z kimś kto totalnie ma wszystko w dupie i nawet nie stara się tego ukryć.

Asia